PRZEBIEG NARADY BEZ ALDA

Kilka tygodni później w Nowym Jorku wszystko poszło jeszcze ła­twiej, niż się spodziewali. Zebranie miało miejsce w sali narad Gucciego na dwunastym piętrze budynku przy Fifth Avenue. Przed rozpoczęciem spotkania De Sole przedstawił pełnomocnictwo do głosowania w imieniu Maurizia. Kilka minut później to samo zrobił przedstawiciel Paola. Aldo był piętro niżej, w swoim gabinecie na jedenastym piętrze, postanowił bowiem nie brać udziału w zebraniu. Nie spodziewając się niczego więcej ponad rutynowy przebieg narady, przysłał w swoim imieniu dyrektora na­czelnego, Roberta Berry’ego. De Sole poprosił o głos. Z olejnego portretu naturalnej wielkości, który wisiał na ścianie za stołem konferencyjnym, patrzyły na niego ciemne oczy roześmianego, pykającego cygaro założyciela firmy, Guccia Gucciego.

ZARZĄD GUCCI AMERICA

Zarząd Gucci America zbierał się w Nowym Jorku zawsze na początku września. W programie było tylko kilka punktów: zatwierdzenie wyni­ków pierwszego półrocza 1984 roku, plany otwarcia kolejnych sklepów oraz nowe mianowania wśród personelu. Dawniej, gdy firmą kierowali Rodolfo, Vasco i Aldo, zebrania zarządu były radosnymi spotkaniami rodzinnymi. Trzej bracia zbierali się razem i bez zbędnych rozmów zatwierdzali wszystko, co proponował Aldo. Tak opowiadał o tym jego syn, Roberto: Mieli do siebie pełne zaufanie. Po prostu przegłosowywali wszyst­kie jego propozycje bez dyskusji, po czym wychodzili gdzieś razem, żeby się zabawić.

WIELKIE OSZUSTWO

Amerykańskie powiedzienie, że w życiu tylko dwie sprawy są pewne: śmierć i podatki, dla Włocha nie ma sensu, a już na pewno nie mia­ło w latach osiemdziesiątych. Dziś włoski rząd próbuje walczyć z po­wszechnym uchylaniem się od podatków, ale w tamtym czasie było inaczej. Im mniej oddało się fiskusowi, tym człowiek uchodził za sprytniejszego. Był to niemalże powód do dumy. De Sole, który w sposobie myślenia był bardziej amerykański niż włoski, a specjalizował się właśnie w prawie po­datkowym, próbował przekonać Aida o powadze sytuacji. Spotkałem się z całą rodziną w hotelu Gallia w Mediolanie – opowiadał De Sole. – Powiedziałem im, że to wielki problem. „Nic bądź śmieszny!” od­parli. , Aldo to wielki człowiek, który dużo zrobił dla Ameryki. Nie tkną go”. „Nic nie rozumiecie” odpowiedziałem. „To Stany Zjednoczone, a nie Europa. Mówimy o naprawdę wielkim oszustwie. Aldo Gucci trafi za kratki!

CENNA POMOC ŻONY

  • Patrizia naprawdę pomagała Mauriziowi. On był nieśmiały, wycofany i podczas publicznych uroczystości czuł się niezręcznie, ona zaś doskonale wiedziała, jak zabłysnąć. Partizia dociska­ła pedał gazu. Chciała, by Maurizio został kimś. „Musisz wszystkim po­kazać, że jesteś najlepszy” powtarzała.Namówiła męża, by pozwolił jej zaprojektować linię biżuterii dla Gucciego. Nazwała ją Orocrocodillo. Były to masywne kawałki metalu z odciśniętym wzorem krokodylej skóry, inkrustowane szlachetnymi ka­mieniami. Patrizia liczyła na to, że Orocrocodillo stanie się dla Gucciego tym, czym dla Cartiera był pierścionek z trzech złotych, przeplatających się obrączek – rozpoznawalnym znakiem firmowym. Sprzedawany w sklepach Gucciego Orocrocodillo był nieznośnie drogi – niektóre wzo­ry kosztowały nawet 29 milionów lirów (ponad 15 tysięcy dolarów, w za­leżności od kursu) – a przy tym wyglądały jak krzykliwa, sztuczna biżute­ria. Sprzedawcy Gucciego kręcili głowami, upychali biżuterię po kątach gablot i zastanawiali się, kto też coś takiego kupi.

WIELKIE ODSZKODOWANIE

Paolo wypadł na zewnątrz i pojechał do miejscowej kliniki, gdzie go opatrzono. Zażądał sfotografowania obrażeń. Paolo miał wtedy pięć­dziesiąt jeden lat, Giorgio pięćdziesiąt trzy, Aldo siedemdziesiąt siedem, Rodolfo siedemdziesiąt, a Maurizio trzydzieści cztery. Wieczorem Paolo wrócił do domu blady i z opatrunkiem na twarzy. Jenny była wstrząśnięta. Nie mogłam w to uwierzyć. Dorośli mężczyźni biją się jak banda chuliganów! Paolo nie został poważnie zraniony – wspominał wiele lat później De Sole. – To było tylko draśnięcie, ale incydent rozdmuchano do rozmia­rów katastrofy. Kilka dni później w Nowym Jorku prawnik Paola, Stuart Speiser, zło- żył kolejne pozwy przeciw firmie Gucci. Tym razem wśród zarzutów była czynna napaść oraz naruszenie warunków umowy polegające na odmowie wglądu w finanse przedsiębiorstwa. Paolo domagał się w sumie 15 milionów dolarów odszkodowania: 13 milionów za naruszenie kontraktu – „pokojową” propozycję określił mianem pułapki, której wyłącznym celem było unieszkodliwienie go – oraz 2 miliony za napaść z pobiciem. Aldo stwierdził z zakłopotaniem, że media rzuciły się na tę aferę jak hieny.

PERFUMY

  • Większość naszych klientów to kobiety. A kobiety uwiel­biają perfumy. Jeśli stworzymy prestiżowy zapach, za który trzeba będzie słono zapłacić, nasze klientki go kupią. W końcu Vasco i Rodolfo niechętnie, ale ustąpili. W 1972 roku naro­dziła się nowa firma – Gucci Perfume International Limited. Aldo miał dwa powody do zajęcia się perfumami. Po pierwsze był przekonany, że ta­kie przedsięwzięcie może być intratne, bo będzie świetnie dopełniało ka- letniczą ofertę firmy, ale poza tym chciał wykorzystać przedsiębiorstwo perfumeryjne do wprowadzenia na arenę własnych synów – bez oddawa­nia w ich ręce zbyt dużej władzy. Jego bracia zgodzili się praktycznie bez protestów, by do nowej spółki zaprosić następne pokolenie Guccich. Vasco miał do tego stosunek obojętny – i tak nie miał potomka – a Rodolfo był wówczas w stanie wojny z Mauriziem, w związku z czym nie zamie­rzał troszczyć się o jego udziały w nowej firmie.

NAJBARDZIEJ AROGANCKI SKLEP W NOWYM JORKU

Lecz długie godziny pracy, niska płaca i ścisły nadzór Aida robiły swoje i niedoświadczeni młodzi ludzie coraz bar­dziej obcesowo i nieuprzejmie traktowali klientów. Czasem wyśmiewali się z nich za ich plecami lub wymieniali kpiące uwagi po włosku – w tym aku­rat naśladowali Aida – zakładając, że klienci ich nie rozumieją. U mojego Gucciego obsługa jest jeszcze bardziej oburzająca niż u twojego” – licytowała się nowojorska śmietanka. Do 1975 roku problem ten nabrał takiej wagi, że magazyn „New York” poświęcił Gucciemu czte­rostronicowy artykuł zatytułowany „Najbardziej arogancki sklep w No­wym Jorku”.

Kosmetyki naturalne ograniczają starzenie się organizmu

Moda na kosmetyki naturalne otacza człowieka nie bez powodu, ponieważ z reguły to właśnie one są konstruowane w ten sposób, aby drastycznie przedłużyć żywotność organizmu. Na jakiej zasadzie działają takie produkty? Największą ich zaletą jest przede wszystkim to, że są produkowane jedynie z naturalnych, nieprzetworzonych produktów. Stąd zresztą ich nazwa. Warto jednak zainteresować się składem maści oraz innych kosmetyków w drogeriach, ponieważ naturalny to bardzo ciekawa marketingowa nazwa, która trafia bardzo szybko w gusta nowoczesnych kobiet. Reklamowanie takich produktów jest stosunkowo prosty. Kobiety doceniają coraz częściej jakość, która przekłada się na skuteczność w uzyskaniu doskonałego wyglądu. Firmy kosmetyczne rozwijają się w kierunku naturalnego piękna i chcą, aby kobiety przywiązywały się bardziej do naturalnych metod poprawiania swojego wyglądu, ponieważ taka tendencja zapewnia maksymalne przychody tego typu firmom. Podsumowując kosmetyki naturalne są obowiązkową pozycją u każdej kobiety. Ich działanie opiera się zazwyczaj na ograniczeniu starzenia się organizmu co może być faktycznie ich największą zaletą, z której każda dama powinna korzystać.

Uroda jako rzecz względna

Coco Chanel powiedziała, że nie istnieją kobiety brzydkie, są jedynie zaniedbane. Jest to bardzo prawdziwe stwierdzenie. Wystarczy popatrzeć na kobietę, która wstaje rano, krząta się po kuchni, budzi dzieci i zajmuje się domem, a po południu szykuje się na wieczorne wyjście z przyjaciółką. Zaczyna rozkwitać. Najgorsze więc dla urody kobiety jest siedzenie w domu. Tak zwane kury domowe zabijają swoją naturalną urodę, własny blask. Większość kobiet działa na prostej zasadzie: dopóki nie wyjdę z domu, dopóty nikt mnie nie zobaczy. Dlatego też przedstawicielki płci pięknej dokładnie zaczynają dbać o swój wygląd na kilka godzin przed wyjściem z domu. Bardzo dobrze radzą sobie panie, które nawet do warzywniaka czy idąc wynieść śmieci, nie pokażą się światu bez odpowiedniego uczesania i choćby delikatnego makijażu. Uroda jest więc hasłem względnym. Panowie mają węższe pole do popisu, ponieważ z założenia nie robią sobie makijażu, nie mają więc możliwości podkreślenia walorów swej urody za pomocą kosmetyków.

Czy warto wstrzykiwać sobie botoks?

W dzisiejszej kulturze (w szczególności Stanów Zjednoczonych) operacje plastyczne, a także wszelkie inne nienaturalne metody poprawiania urody są zgodne z porządkiem dziennym. To właśnie w Ameryce Północnej, ale także i Południowej cieszą się one bardzo dużą popularnością. Z chrirugii plastycznej korzystają wszyscy. Młodzi, starsi, kobiety, mężczyźni, otyli i chudzi. W tym przypadku nie ma żadnej zasady. Operujemy wszystko, głównie po to, żeby wyglądać modnie. Nikt nie chce być gruby, ani nie chce żeby tłuszczyk wylewał mu się bokami. W tym nie ma nic dziwnego. Jest to zgodne z wizerunkiem współczesnej kobiety i współczesnego mężczyzny, który pokazywany jest w dzisiejszych mediach. Niestety ciężej jest przekazać ludziom, że ich uroda naturalna jest najładniejsza i w rzeczywistości nie potrzebują oni zmian, a tym bardziej ingerencji skalpela chirurga plastycznego. Nie każdego jednak stać na to, by robić sobie operacje plastyczne. W dodatku, te podobno są strasznie uzależniające i wciągające.

ZŁAGODZENIE KŁOPOTÓW

Te kłopoty łagodzi w pewnym stopniu rozwój ruchu ekumenicznego i poważne wysiłki, jakie dzisiaj się obserwuje, jeśli chodzi o  nowe formy kształcenia duchowieństwa do zadań duszpasterskich (umożliwiające poznanie „świec­kich’’ dyscyplin, jak geriatria, która należy do za­sadniczych zainteresowań duchownych). Jeśli cho­dzi o ekumenizm, ruch ten zdaje się ułatwiać przy­jęcie stanowiska, że w sprawach śmierci istnieje jedns. nauka chrześcijańska, choć do tej pory dzieje się to tylko w sferze rokowań na przyszłość. Jedna z trudności, jakie tutaj występują, wynika z tego, że różne wyznania mogą zachować odmienne poglą­dy na doktrynę, ale przynajmniej Pismo święte jest powszechnie przyjęte — choć mitologia biblijna (jeśli chodzi o rzeczy ostateczne i inne sprawy) jest właśnie tym, co się kwestionuje ze stanowiska współczesnego poglądu na świat i krytycznej histo­rycznej analizy tekstu biblijnego.

DZIAŁANIE ZGODNIE ZE ZWYCZAJAMI

Duchowny powinien działać zgodnie z ogólnie przyjętymi zwyczajami wierzeniami, lecz także oczekuje się od niego, że będzie stosował się do szczególnych wskazań postę­powania. Nie jest on jednak całkowicie przekonany co do tych „szczególnych wskazań”. Ferment w teo­logii może sprawić, że proste powtarzanie trady­cyjnych formuł pociechy będzie dla niego nie do zniesienia. Nie ma też pewności, czy jego obowiązek wobec umierającego i tych, co go opłakują, jest po­winnością szczególnie chrześcijańską. Być może, gnębić go będzie myśl, że psychiatra jest bardziej przygotowany do zajmowania się problemami zwią­zanymi ze starością i śmiercią, jakie stają przed nim jako kapłanem.

CZYNNIKI ŁĄCZĄCE WIERZENIA

Jednym z głównych czynników łączących wierze­nia kościelne i wykonywanie obrzędów związanych z umieraniem i śmiercią jest oczywiście ksiądz czy pastor. Podcząs gdy w katolicyzmie ciągle jeszcze przywiązuje się wagę do roli księdza i zachowuje ceremoniał i doktryną, których raczej nie dotknęły wcześniej przedstawione zmiany, to jeśli chodzi duchownego anglikańskiego i pastora kościoła nie- konformistycznego, występują trudności w usta­leniu ich funkcji i statusu w społczeństwie. Ma on odpr awiać obrzędy wobec ludzi nie będących czyn­nymi członkami Kościoła; ma pełnić funkcję dusz­pasterską wobec umierającego. Przyjmuje się czę­sto, że ma dostarczać pociechy umierającym i osie­roconym, a tę z ‚kolei często rozumie się jako umac­nianie w wierze w życie przyszłe. Tak więc biorąc pod uwagę charakter wyznaniowy religii, występu­je tutaj podwójna wątpliwość.

PODZIAŁ NA WYZNANIA

Należy zaznaczyć, że to, co nazwano tutaj po­działem religii na wyznania”, nie odpowiada w peł­ni pluralizmowi religijnemu w społeczeństwie, i to jest jedną z przyczyn, dlaczego nawet w społeczeń­stwie stosunkowo religijnym, jakim jest naród ame­rykański, zwyczaje pogrzebowe straciły znaczenie. Nikogo nie dziwi, że w rzeczywiście pluralistycz­nym społeczeństwie, jakim są Indie, różne ugrupo­wania religijne inaczej ustosunkowują się do rytów zwyczajów zbiorowych. Jednakże w społeczeń­stwach zachodnich, w których można mówić o plu­ralizmie przynajmniej w tym znaczeniu, że istnieje zróżnicowanie w przynależności wyznaniowej, moż­na się spodziewać stosunkowo jednolitego zachowa­nia zbiorowego. Ślub czy pogrzeb żydowski różni się oczywiście od ślubu czy pogrzebu katolickiego, lecz poza różnicami czysto formalnymi należy się tu spodziewać ogólnej zgodności.

RYTY ZWIĄZANE ZE ŚMIERCIĄ

Nie należy oczywiście przesadzać w ocenie spadku publicznych praktyk religijnych; przed pięćdziesię­ciu laty regularnie uczęszczający do kościołów sta­nowili mniejszość ludności. Religijność zbiorowa działała jednakże bardziej równomiernie, przenika­jąc wszędzie. Działo się to częściowo dlatego, że związana była ona nierozerwalnie z klasą średnią, klasa średnia zaś tworzyła „opinię publiczną”. Po­za tym nastąpiło „wyodrębnienie” obrzędów reli­gijnych, a szczególnie pogrzebowych. Tradycyjnie po pogrzebie obowiązywał okres żałoby, czasami dość długi. Obecnie przygotowanie do śmierci i ob­rzędy pośmiertne są bardzo oszczędne w środkach mniej sformalizowane.

AKTYWNA PRZYNALEŻNOŚĆ WYZNANIOWA

I tak w Anglii, gdzie 15 procent ludności uczęszcza na nabożeństwa niedzielne, około 70 procent lud­ności opowiada się za ślubami kościelnymi. Aktywna przynależność wyznaniowa oczywiście przewyż­sza te 15 procent; lecz nawet biorąc pod uwagę ten stan rzeczy, należy sobie zdawać sprawę, że istnieje znaczna rozbieżność między istotną przynależnością do Kościoła a praktycznym udziałem w nabożeń­stwach nakazanych przez kult. Jeszcze większa licz­ba ludzi korzysta z dobrodziejstwa ceremoniału re­ligijnego w przypadku śmierci, częściowo dlatego, że trudno jest tego uniknąć.